Moje drogie, dostałam ostatnio maila od jednej z czytelniczek bloga. Dość ciekawy, bo opisywał sytuację, która zapewne spotkała niejedną z Was (czytelniczka zgodziła się na publikację tego postu). Sytuacja:

Mamy rok 2015. 4 osobowa rodzina 2+2 (wiek przedszkolny). Pracuje tylko mąż i zarabia 1500zł. Ledw0 wiążą koniec z końcem, ale ze względu na to, że mieszkają w domu rodziców jakoś udaje im się przetrwać do kolejnej wypłaty.

Nadchodzi styczeń 2016 roku – mąż dostaje podwyżkę. Teraz zarabia 2000zł netto- ledw0 wiążą koniec z końcem, ale ze względu na to, że mieszkają w domu rodziców jakoś udaje im się przetrwać do kolejnej wypłaty.

Nadchodzi kwiecień 2016 roku, rodzina dostaje dodatkowe +1000zł. Razem miesięcznie mają 3000zł – ledw0 wiążą koniec z końcem, ale ze względu na to, że mieszkają w domu rodziców jakoś udaje im się przetrwać do kolejnej wypłaty.

Mamy lipiec 2016 roku – żona znajduje pracę – zarabia 1500 zł netto. Łącznie zarabiają 4000zł (stracili +500 na pierwsze dziecko ze względu na wzrost dochodów). Jak pisałam wcześniej – mają 4000zł miesięcznie – ledw0 wiążą koniec z końcem, ale ze względu na to, że mieszkają w domu rodziców jakoś udaje im się przetrwać do kolejnej wypłaty.

Się pytam co jest grane? Zarabiali 1500zł, ledwo wiązali koniec z końcem. Teraz mają 4000zł i dalej to samo. O co chodzi? Przecież ich sytuacja nie zmieniła się, poza tym, że zarabiają znacznie więcej. Wciąż mieszkają z rodzicami. Wciąż jeżdżą tym samym samochodem. Na wycieczki eksluziw też nie jeżdżą. Gdzieś popełniają błąd, a ja zaraz wyjaśnię dokładnie GDZIE :)

Otóż, tak naprawdę nie zmieniło się nic poza sposobem wydawania pieniędzy, które otrzymują. Mają świadomość tego, że dzięki wzrostowi dochodów mogą sobie pozwolić na więcej i z tego korzystają. Może nawet nieświadomie. Nadrobić zaległości w garderobie, dokupić komplet szklanek bo dzidzia dwie rozbiła, kupić nowe poszewki na pościel – bo obecne są już stare. To wszystko może nie są jakieś gigantyczne wydatki, ale jeżeli w ciągu miesiąca dodasz do tego wizytę u kosmetyczki, kupisz nowe opony do samochodu czy wybierzesz się z mężem na romantyczną kolację, bo dawno nie byliście to po podliczeniu, naprawdę wychodzi niezła sumka.

Ja absolutnie tego nie neguję (przynajmniej nie całkowicie), bo zasługujesz na to, żeby raz na jakiś czas zaszaleć, ale musisz robić to z umiarem i rozwagą. Spisz sobie rzeczy do kupienia/zrobienia wg priorytetów i działaj powoli a nie na raz. W tym miesiącu kup sobie bluzkę jeżeli potrzebujesz i odłóż do koperty pieniądze na dwie opony. W przyszłym miesiącu na kolejne dwie i wymień sobie poszewki na pościel. To co zostanie odłóż na konto oszczędnościowe. Ja tak robię i jestem o wiele bardziej spokojna. Mam wypisane co muszę w najbliższym czasie kupić i są to rzeczy naprawdę istotne a nie jakieś zachcianki. Do tego nie ma nic lepszego niż świadomość, że na koncie oszczędnościowym, widnieje jakaś suma pieniędzy, która powoli, ale regularnie wzrasta :)